
Sezon zimowy za pasem i jest to ten moment, w którym coraz więcej osób zaczyna planować wyjazdy narciarskie. I choć nadal dominuje przyzwyczajenie do podróży własnym samochodem, zwłaszcza do ośrodków w polskich górach, to z roku na rok przybywa chętnych do wybrania się na narty samolotem. Zaletom tego rozwiązania przyglądamy się w naszym poradniku.
Paradoksalnie wylot na narty może być o wiele wygodniejszy, niż dojazd własnym samochodem. Każdy, komu zdarzyło się utknąć w korku czy godzinami czekać na odblokowanie zasypanej śniegiem drogi, doskonale wie, co mamy na myśli.
Jeśli w dodatku możesz sobie pozwolić na zaledwie tygodniowy urlop narciarski, a mieszkasz w północnej Polsce, to tym bardziej docenisz, że podróż samolotem do popularnych ośrodków narciarskich zajmuje około 3-4 godzin, a nie 7-10, jak w przypadku np. dojazdu z Gdańska do Zakopanego.
Przez lata pokutowało przekonanie, że latanie samolotem na narty to propozycja wyłącznie dla osób bardzo majętnych. Dziś, głównie dzięki szerokiej siatce połączeń realizowanych przez tzw. low-costy, czyli tanich przewoźników lotniczych, sytuacja diametralnie się zmieniła.
Lot może się nawet okazać tańszy, niż dojazd własnym samochodem, zwłaszcza w dobie bardzo wysokich cen paliw.
Decydując się na opcję podróży samolotem otwierają się przed Tobą zupełnie nowe możliwości odkrywania zachodnioeuropejskich ośrodków narciarskich. Francuskie Alpy, włoskie Dolomity, hiszpańskie Pireneje, Andora, Szwajcaria – to kierunki, na które rzadko decydują się osoby podróżujące samochodem (z uwagi na długi czas dojazdu), które stoją otworem przed narciarzami z Polski wybierającymi transport samolotowy.
Jeśli nie upierasz się przy zabieraniu własnego sprzętu i możesz go wypożyczyć na miejscu, to tym bardziej podróż samochodem przegrywa z samolotem. Zwłaszcza, jeśli zdecydujesz się na pobyt w hotelu przy stoku, co eliminuje konieczność codziennych dojazdów do wyciągu.