„Janusz” na wakacjach, czyli kreatywne pomysły na oszczędzanie podczas urlopu

„Janusz” to pejoratywne określenie Polaka, który za wszelką cenę próbuje zaoszczędzić kilka złotych. Prawdopodobnie po raz pierwszy zostało ono użyte przez turystów obserwujących „popisy” polskich klientów biur podróży, zwłaszcza wybierających tanie wycieczki all inclusive w krajach arabskich. „Janusz” ma mnóstwo kreatywnych sposobów na to, by podczas urlopu nie wydać za dużo. Swoimi patentami chętnie dzieli się w Internecie. Zebraliśmy kilka najciekawszych, ale jednocześnie najbardziej żenujących pomysłów.

Pożyczanie opaski all inclusive

Trudno orzec, czy to na pewno pomysł „Janusza”, ale trzeba przyznać, że jest to dość nagminnie spotykany zwyczaj wśród polskich turystów. Chodzi tutaj oczywiście o zaoszczędzenie na usługach hotelowych. „Janusz” szybko znajdzie gościa, który chętnie podzieli się z nim swoją opaską, dzięki czemu nasz bohater będzie mógł za darmo pić i jeść, ile tylko duża zapragnie.

Mycie się w szaletach miejskich i na stacjach

Patent doskonale znany „Januszom”, którzy postanowili zwiedzić kawałek Europy, ale po zapoznaniu się z cenami hoteli dostali drgawek. Po co wydawać pieniądze, skoro można spać w samochodzie, a wszystkie potrzeby higieniczne załatwić w umywalce? Sprytne, tanie, a że niezbyt eleganckie? Kto by się tym przejmował?

Rozbijanie namiotu na plaży

Od razu wyjaśniamy, że są miejsca, w których takie zachowanie nie jest zakazane. Problem w tym, że „Janusz” niespecjalnie przejmuje się lokalnymi przepisami. Rozbija namiot na plaży bez pytania i w ten sposób oszczędza na kempingu. Gratis dostaje też romantyczną atmosferę. Żyć, nie umierać.

Jedzenie na ulicy. Dosłownie

W każdym turystycznym miejscu można się natknąć na sklepy spożywcze oferujące np. gotowe kanapki. Szkoda tylko, że są one dość drogie. A „Janusz” przecież chce oszczędzać. Co robi? Wędruje do marketu, kupuje bułkę, tanią wędlinę lub ser, a następnie własnym sumptem przygotowuje sobie pyszny posiłek. Nie byłoby w tym może nic dziwnego gdyby nie fakt, że „Janusz” robi to siedząc na murach jakieś atrakcji turystycznej i nie przejmuje się znakami zakazu spożywania jedzenia. Liczy się tylko to, że nie wydał ani grosza w drogiej restauracji.

Każdy z tych pomysłów może się wydawać śmieszny, ale pamiętajmy, że za kreatywnością „Janusza” kryje się też fatalny wizerunek polskich turystów na świecie. W oszczędności nie ma niczego złego, o ile nie przybiera ona patologicznej formy. Rzetelnie należy jednak stwierdzić, że podobne zachowania nie są wcale tylko polską domeną.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie

Dyskusja

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.